Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie...Witajcie. Pragnę podzielić się czymś wspaniałym, czego doznałam i doświadczyłam na obozie w Świebodzinie. Może na początek opowiem trochę o swojej rodzinie i o moich pierwszych kontaktach z Bogiem. Wychowywałam się w rodzinie wierzącej, od małego dziecka byłam prowadzana przez rodziców do kościoła, dlatego też mogłam słyszeć o naszym Wspaniałym Zbawicielu Jezusie Chrystusie. Z wielkim entuzjazmem i zapałem uczęszczałam na szkółki niedzielne podczas których z rówieśnikami mogłam uwielbiać naszego Zbawiciela. W najprostszych modlitwach i pieśniach mogłam odczuwać jego obecność i bliskość. Z roku na rok pragnęłam poznawać Boga coraz bardziej,aż pewnego dnia oddałam mu swoje życie. Było to podczas spotkania modlitewnego prowadzonego na jednym ze zjazdów dla gimnazjalistów. Wtedy z toczoną wewnątrz walką, z myślami które nie pozwalały mi tego zrobić zdecydowałam, że chce żyć zwycięsko, czyli z Jezusem. Zalewając twarz łzami, wyznawałam Bogu swoje grzechy i błagałam Go o ich wybaczenie. Po jakimś czasie zapragnęłam by Bóg napełnił mnie Duchem Świętym, lecz nie doświadczyłam tego. Odczuwałam obecność Boga, Jego dotknięcie, ale nadal coś mnie hamowało. Nie rozumiałam dlaczego tak się dzieje, pragnęłam tego z całych sił, a nie mogłam otrzymać. Teraz wiem, że Bóg miał w tym swój plan. Chciał sprawdzić czy nie zachwieje się mimo doświadczeń, które przyjdą na mnie i moją rodzinę. Gdy przyszedł właśnie ten czas, w którym zostałam poddana próbie, nie dałam rady. |
Byłam bardzo zdołowana, przez co zaczęłam szukać wsparcia i pocieszenia gdzieś indziej. Nieustannie oddalałam się od Boga, szukając większej przyjaźni ze światem. Wiedziałam, że to co robię jest złe, ale nie potrafiłam sobie z tym poradzić. Tak minęło kilkanaście miesięcy. W końcu przyszły wakacje. Bardzo chciałam pojechać na obóz do Świebodzina. Jadąc tam pragnęłam to wszystko zakończyć, zapomnieć o problemach i skupić się na Bogu. Lecz to nie było tak zupełnie proste. Szatan dalej stawiał mi przeszkody. Walka wciąż trwała. Lecz podczas wieczorowej społeczności na której głównym tematem był "Duch Święty" siedząc i słuchając Braci, wiedziałam, że to słowo kierowane jest do mnie. Czułam ,że to jest czas w którym mogę przeżyć tego czego pragnęłam już tak długi czas. Gdy była możliwość wyjścia na środek, wyszłam i wyznałam Bogu wszystko to co leżało mi na sercu. Doznałam wtedy niesamowitej ulgi. W pewnym momencie podszedł do mnie pewien Brat i zadał mi pytanie "czy wierzę, że Bóg pragnie mnie ochrzcić Duchem Świętym?" poczułam dreszcze na ciele i powiedziałam, że wierzę. Zaczęliśmy się modlić i wtedy popłynęły języki, sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Dlatego przestałam się modlić i usłyszałam "Teraz uwielbiaj Boga ,dziękuj mu, ponieważ już zostałaś ochrzczona Duchem Świętym" Poczułam ogromną radość, radość, której nigdy nie doświadczyłam. Chwała Jemu za to!
Zachęcam każdego czytelnika, który nie otrzymał jeszcze tego cudownego daru, by prosił Boga z wiarą, a On da, ponieważ obiecał: „…Proście, a będzie wam dane, szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mat. 7:7) Paulina Ż.
|